Marność nad marnościami - Srebrne oczy ~ Scott Cawthon, Kira Breed-Wrisley

Ile lat trzeba, by stare rany się zabliźniły? Ile czasu jedna historia może być w ludziach wciąż żywa? Jak długo potrafimy żyć bez konfrontacji z przeszłością, która tak naprawdę jest nieunikniona? A po konfrontacji - czy istnieje możliwość, by pozostać sobą?

Po dziesięciu latach grupa dawnych przyjaciół powróciła do rodzinnego miasta Hurricane. Choć przez ten czas zmienili się całkowicie, przyjechali tutaj w tym samym celu - uczczenia wydarzeń sprzed kilkunastu lat, w tym śmierci swojego starego kolegi. Niespodziewanie odkrywają coś niesamowitego - pizzeria Freddy Fazbear's Pizza, gdzie John, Calton, Charlie, Marla, Jessica i Lamar przeżyli najwspanialsze, jaki i najgorsze chwile swojego życia, wciąż istnieje! I skrywa sekrety, mogące w jednej chwili zniszczyć ich całe życie...

Muszę przyznać, że po książce Srebrne oczy spodziewałam się czegoś więcej. Pierwsze sto stron jest przedstawieniem postaci, okoliczności i wszystkiego, co jest nam niezbędne do zrozumienia późniejszej fabuły. Rozumiem, gdyby było to ciekawie przedstawione, jednak czytając tę część książki, odnosiłam wrażenie, jakbym czytała zwykłą obyczajówkę, której autor w nieumiejętny sposób stara się wprowadzić do fabuły także wątek kryminalny.

Okładka sugeruje nam, że będzie to książka pełna grozy, wzbudzi w nas niepokój i odrętwienie, jednak oprócz kilku momentów pod sam koniec nie czułam tego. Brakuje tu tajemnicy, wodzenia za nos czytelnika, bawienia się nim jak marionetką. TEGO NIE MA. Wszystko zostaje podane nam jak na tacy. Nie ma frajdy z odkrywania pewnych detali, mających wpływ na całą fabułę, bo one najzwyczajniej w świecie nie istnieją.

Sam pomysł jest ciekawy. Postacie miśków-robotów wzbudzają pewnego rodzaju niepokój. Wątek główny intryguje. Jednak to tyle. Wątki podoczne zostały niedomknięte. Rozumiem, że może powstać kolejny tom, jednak są wątki, których nie można nie rozwiązać, ponieważ to aż kuje w oczy. Najwyraźniej pan Cawthon oraz pani Breed-Wrisley tego nie wiedzą...

Jeśli chodzi o bohaterów to... są. I tyle. Nic więcej. Niby autorzy starali się ich scharakteryzować, a jednak jedynie poprzez nadawanie im etykietek. Paczka przyjaciół była bezbarwna. Próba scharakteryzowania głównej bohaterki także skończyła się fiaskiem, bowiem po przeczytaniu powieści mogę powiedzieć o niej jedynie, że jest osobą wewnętrznie smutną i zagubioną z JAKIEGOŚ powodu. Niby jej  życiorys został przedstawiony, a jednak ciągle tak naprawdę nie wiemy, co jest bezpośrednim powodem takiego zachowania; niby wszyscy bohaterowie chwilami wzbudzali w nas pewne uczucia, ale koniec końców, jak przeczytamy w Księdze Koheleta: "marność nad marnościami i wszystko marność".

Książka ta mogłaby być czymś naprawdę niesamowitym, gdyby autorzy tak bardzo nie zniszczyli niesamowitego pomysłu pomysłu słabym wykonaniem. Fabułę na plus, jednak o reszcie szkoda nawet wspominać. Srebrne oczy mogłyby mieć nawet kilkaset stron więcej, ale być lepiej stworzone - klimat lepiej oddany, wątki umiejętniej poprowadzone, a bohaterowie bardziej dopracowani. To, co otrzymałam wydaje się, jakby było jedynie rysem książki, która ma dopiero powstać. Drodzy Scott Cawthon i Kiro Breed-Weisley - przed wami jeszcze naprawdę długa droga.

Autor(zy): Scott Cawthon, Kira Breed-Weisley
Tytuł oryginalny: Silver Eyes
Tytuł polski: Srebrne oczy
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 27 września 2017
Moja ocena: 4+/10

Komentarze