Co z tymi kolorami... czyli o ZŁEJ Diabolinie słów kilka

Jakiś czas temu na zajęciach zawierających elementy teorii literatury wykładowca zwrócił uwagę na wyjątkowo ciekawy problem - kolory. Nie jestem pewna przy okazji jakiego tekstu miało to miejsce, jednak wiem, co podał jako przykład. Była to seria Gwiezdne Wojny. Nie znam osoby, która chociażby nie słyszała o tej słynnej serii, na której podstawie w prosty sposób można wytłumaczyć fenomen kolorów w kulturze, bowiem tam jest on wyjątkowo widoczny.



Mówi się, że bohaterowie Gwiezdnych wojen mogą znajdować się po jasnej lub po ciemnej stronie mocy. Przyciąga ich ciemność bądź światło. Już to tworzy pewnego rodzaju barierę kolorystyczną, która wraz z każdym kolejnym filmem staje się wyraźniejsza. Mówię oczywiście o kolejności filmów pod kątem chronologii wydarzeń, nie zaś o datach ich ukazywania się. Wróćmy jednak do tematu. Lord Vader, chyba najpopularniejsza postać z całego uniwersum, kojarzony jest z czernią, podobnie jak spoglądający groźnie na widzów z plakatu promującego Mroczne widmo Darth Maul czy pojawiający się dopiero w Przebudzeniu mocy, lecz dumnie zastępujący Vadera, Kylo Ren. Wszyscy kojarzeni są z czernią, czerwienią czy granatem. Teraz przypomnijmy sobie chociażby strój księżniczki Lei, Luka Skywalkera czy Rey. Tak, kolorami charakterystycznymi dla tej grupy postaci są biel, błękit czy różne odcienie brązu. Nawet przyglądając się otaczającej konkretne postacie rzeczywistości, można zauważyć tę, nie do końca subtelną, różnicę w prezentowanych kolorach. Po prostu - jasny kolor to dobro, ciemny symbolizuje zło. Nic dodać, nic ująć.



Siedząc na zajęciach, zastanawiałam się, jak często zasada ta realizowana jest w kulturze. Po chwili doszłam do wniosku, że BARDZO CZĘSTO. Nie trudno zauważyć, że większość filmów, seriali, a nawet książek bazuje na tym rozróżnieniu kolorów. Ile razy natknęliśmy się na utwór, w którym złe rzeczy dzieją się nocą, zaś światło dnia potrafi uratować od zła? Ile istnieje postaci kojarzonych z czernią czy czerwienią, będących symbolem zła? Odpowiedz na te pytania jest jedna: ZBYT DUŻO.

Po tym jakże długim wprowadzeniu myślę, że warto przejść do wydarzenia, które miało miejsce kilka dni później. Jeden z programów telewizyjnych, znany zapewne każdemu z was, zdecydował się na wyemitowanie drugiej części filmu Czarownica. Mimo iż już go oglądałam, zdecydowałam się obejrzeć po raz kolejny. Był to dla mnie moment przełomowy. Dlaczego? Bo to właśnie Czarownica łamie schemat kolorystyczny, przez co jest jeszcze bardziej wyjątkowa, niż mogłoby się zdawać. Pominę kwestię genialnie zagranych ról przez Jolie, Fanning czy Pfeiffer. Pomijam to, że jest ona genialny retellingiem. To temat na inny artykuł. Pragnę zaznaczyć tylko jedną kwestię - Czarownica w sposób dosadny pokazuje, że kolorystykę można odwrócić, a z odwróconej kolorystyki może wyjść genialna produkcja. 

Disney proponuje swoim odbiorcom także inne opowieści, łamiące schematy kolorystyczne. Jedną znich jest druga część Następców, w subtelny sposób ukazująca, że dobra nie musi być księżniczka ubierająca się w jasne suknie balowe. Mal, córka Diaboliny, po burzliwych przygodach, które obejrzeć możemy w pierwszej części, zdecydowała się zostać w Auradonie u boku księcia. Pojawia się jednak pewien problem - ludzie oczekują od niej zmiany w kogoś, kim nie jest. Dziewczyna o intensywnie fioletowych włosach, uwielbiająca skórzane, obcisłe ubrania zmienia się w blondynkę, ubierającą się w zwiewne sukienki w pastelowych kolorach. Czy metamorfoza sprawia, że dzięki temu będzie ona lepszą księżniczką? Niezupełnie. Finalnie Mal wraca do uwielbianego fioletu, pominę okoliczności, w jakich ma to miejsce, nie zmienia to jednak tego, jaką osobą jest. 

Co ciekawe, obie te produkcje w  mniejszym bądź większym stopniu dotyczą postaci Diaboliny. Choć filmy różnią się znacząco, jej postać w jakiś sposób je spaja. Być może to przypadek, a może Disney świadomie spoił ze sobą te dwie produkcje. Warto zauważyć, że w ostatniej trylogii Gwiezdnych wojen, kiedy to doszło do przejęcia produkcji przez Walt Disney Company, kolorystyka, choć nadal widoczna, miejscami zaciera się. Gruba linia, oddzielająca od siebie dobro i zło (biel i czerń) zaczęła znikać, tworząc ciekawe kombinacje. Czyżby przyszedł czas na łamanie schematów kolorystycznych? To się okaże w ciągu najbliższych lat!

A wy co sądzicie na ten temat? Zastanawialiście się kiedykolwiek nad kolorystyką, jaka pojawia się w różnego rodzaju produkcjach? 

6 komentarzy :

  1. W sumie z tymi kolorami to coś w tym jest, chociaż jakoś do tej pory nie za bardzo zwracałam na to uwagę. Teraz chyba bardziej świadomie będę oglądać nie tylko bajki, ale też filmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! Myślę, że obejrzenie chociaż kilku produkcji z myślą o tym, by zwrócić uwagę na kolory w nich występujące może być naprawdę ciekawym doświadczeniem :D

      Usuń
  2. Nie są to produkcje w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ostatnio jak oglądałam filmy to zwróciłam uwagę na kolory, chociaż trochę z innej perspektywy. Widziałam serial Żmijowisko i produkcję Mechanik. Oba filmy są thrillerami, i te kolory właśnie były zazwyczaj szare, ponure, nadające klimat. Na pewno nie był to zwykły obraz, ale w związku z gatunkiem fajnie to współgrało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, to też brzmi bardzo ciekawie! Ogólnie uważam, że kolory w kulturze, a zwłaszcza w filmach i serialach skrywają wiele, trzeba tylko to dostrzec :D

      Usuń

Chwile rozkoszy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka