#pamiętamAddie

Są takie książki, które mają w sobie coś magicznego. Ich magnetyczny pierwiastek czasem trudno jest opisać. Dopiero po czasie uświadamiamy sobie, co dany tytuł ma w sobie urzekającego. Ta recenzja będzie inna, bowiem książka, o której mam w planach opowiedzieć jest wyjątkowa. Zazwyczaj unikam "personalnych" recenzji. Nie odnoszę się do osobistych doświadczeń, staram się rzeczowo opisać, co w danym tytule jest ciekawego, a co należałoby poprawić. Dziś jednak chciałabym zaproponować coś na kształt artykułu połączonego z opinią. Inaczej nie potrafię. Zbyt wiele recenzji tej książki, pozytywnych lub nie, przeczytałam i zbyt wiele emocji mi towarzyszyło podczas jej czytania. 



Marketing zadziałał i po Niewidzialne życie Addie LaRue zdecydowałam się sięgnąć w trakcie wysypu pozytywnych recenzji na Bookstagramie. Zachęciła mnie także przystępna cena zestawu - wydawnictwo We need YA zdecydowanie wie, jak zachęcić miłośników książek do zakupu ich najnowszych pozycji. 55 złotych kosztował zestaw w którego skład weszły:

  • Książka w twardej oprawie z barwionymi brzegami (oby więcej tak wydanych tytułów!)
  • Notes
  • Kubek (piękny jest ♥)
  • Plakat
  • Zakładka

Każdy, kto w ostatnim czasie interesował się światem wydawniczym i cenami nowości wie, że jest to cena niezwykle korzystna. Rzadko kiedy decyduję się na zakup książek, które pojawiają się wszędzie. Ten mechanizm, który działa na większość konsumentów u mnie działa odwrotnie - odstrasza od tytułu/produktu. W przypadku Addie było inaczej. Byłam jej bardzo ciekawa, a zestaw dodatkowo zachęcił mnie do sięgnięcia po powieść w okresie, gdy wszyscy się nią zachwycali... ale czy jednak wszyscy?

Jedna z pierwszych (w pewnym stopniu) negatywnych opinii, na jakie się natknęłam, należała do Anity z Book reviews by Anita. Anita na instastory zauważyła, że Addie do niej nie przemówiła. Spodziewała się czegoś innego. Później pojawiły się kolejne głosy mówiące o tym, że Addie okazała się jednym wielkim rozczarowaniem. Będąc w połowie książki, zaczęłam się nad tym zastanawiać i mieć pewne obawy. Czy jednak Niewidzialne życie Addie LaRue okaże się porażką? Pierwsze dwieście stron mnie zauroczyło, jednak odłożyłam Addie na pókę... i tak stała tam przez ponad dwa miesiące. Kilka dni temu z pewnymi obawami wróciłam do niej, po czym skończyłam w jeden dzień. 

We need YA, 2021

Niewidzialne życie Addie LaRue nie jest typową młodzieżówką. Jakiś czas temu przy okazji opisywania przemyśleń po obejrzeniu filmu Before I Fall* wspomniałam o moich spostrzeżeniach dotyczących współczesnych młodzieżówek - książek i filmów - jednak myślę, że to dotyczy nie tylko fantastyki młodzieżowej, lecz także wielu gatunków literackich. Mam wrażenie, że ostatnimi czasy od różnych książek (ale też filmów i seriali) oczekuje się, że będą oryginalne, ale także pełne akcji, niespodziewanych wydarzeń, wzbudzą gamę emocji i zaszokują. Dodatkowo - napisane przystępnym językiem i będzie się czytało je w ekspresowym tempie. I nie jest problemem to, że ktoś lubi czytać tego typu utwory. Sama także z chęcią sięgam po dynamiczne młodzieżówki czy fantasy. Chciałabym jednak zwrócić uwagę na inny problem - odzwyczailiśmy się od powolnego czytania i książek, które nas do takiego czytania zmuszają. Myślę, że tu jest pies pogrzebany. Jeśli przed lekturą Addie nastawimy się na pełną dynamiki, szokującą lekturę, na pewno się zawiedziemy. To tak jak z ciastem - ciasto czekoladowe na bazie gorzkiej czekolady może być dobre, jednak rozczaruje kogoś, kto kupując je w cukierni, liczył na słodką przyjemność. Oczywiście w tym przypadku generalizuję, nie biorę pod uwagę wielu innych elementów, przez które Addie mogłaby nie przypaść do gustu czytelnikom. Nie odnoszę tego także do konkretnego przypadku. Wszystko, o czym piszę jest jedynie wynikiem moich obserwacji i przemyśleń. 

Chciałabym żeby w przyszłości Niewidzialne życie Addie LaRue zostało przeanalizowane przez językoznawcę i literaturoznawcę, myślę bowiem, że tym, co jest w Addie najpiękniejsze są kompozycja i język. Victorii Schwab udało się osiągnąć coś niesamowitego, stworzyła książkę młodzieżową, którą można byłoby zaliczyć do literatury pięknej. Każda kolejna strona powieści jest jak literacka uczta. Autorka niezwykle trafnie dobiera słowa. Powoli wprowadza czytelnika w świat Addie. Pozwala odbiorcom na spokojne poznawanie historii dziewczyny, która zawarła pakt z bogiem, do którego nigdy nie powinna się modlić. W tym momencie słowa uznania należą się także Maciejowi Studenckiemu. Choć Schwab napisała tę książkę, to za sprawą pana Macieja Studenckiego w ręce czytelników trafia historia tak piękna pod względem językowym; historia, przez którą po prostu się płynie. 

Mimo iż jest to dużym uproszczeniem, po przeczytaniu książki doszłam do wniosku, że w pewnym stopniu można porównać ją do twórczości Tolkiena. Nie chodzi jednak o klimat, fabułę, czy bohaterów ale o charakter. Wszystko sprowadza się do języka; do kwestii technicznych. Utwory Tolkiena są czymś z pogranicza literatury popularnej i elitarnej. Prawdopodobnie nigdy nie zostaną zaliczone do literatury wysokiej, jednak mają pewne jej cechy. Z Niewidzialnym życiem Addie LaRue jest podobnie. Addie jest nie tylko rozrywką, ale także sztuką. Pięknie dobrane słowa, magiczne opisy, ciekawie skonstruowana linia czasowa, misternie uknuta intryga, nawiązania do wielu wydarzeń historycznych - to wszystko sprawia, że najnowsza książka Victorii Schwab jest nie tylko wyjątkowa, ale może okazać się także trudna w odbiorze i ciężka do przyswojenia, nawet dla osób które już wcześniej zapoznały się z oryginalnym stylem autorki, którym posługuje się chociażby w serii Złoczyńcy

Niewidzialne życie Addie LaRue to powieść oryginalna, dlatego jako taka powinna być taktowana. Trudno jest porównać ją do innych książek, wyróżnia się ona bowiem na tle współcześnie wydawanej literatury. Łatwo zrozumieć zachwyt wielu osób, mnie samą historia Addie, Luca i Henry'ego oczarowała, zachwyciła... oraz zmusiła do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia - w jakim stopniu my sami jesteśmy podobni do Addie, która pragnie uwolnić się od przyszłości, jaką zaplanowali jej rodzice; w jakim stopniu bliski nam jest Henry, pragnący odnaleźć swoje miejsce wśród otaczających go ludzi. Schwab nie odpowie na te pytania, jednak skutecznie zachęca, byśmy sami się nad nimi pochylili.
Rozumiem jednak też osoby, którym powieść nie spodobała się. Nie jest to tytuł odpowiedni dla wszystkich. Aura otaczająca książkę sprawia, że czytelnik wpada w pewnego rodzaju trans. Niewidzialne życie Addie LaRue otacza magiczna, można by nawet powiedzieć - senna, aura. Wprowadza ona pewnego rodzaju spokój, który nie każdemu może przypaść do gustu. Myślę, że ważne jest, by przed sięgnięciem po tę książkę być świadomym, co może ona zaoferować - piękną, baśniową opowieść o odważnej, energicznej, pełnej pasji dziewczynie, która przez ponad trzysta lat żyje na świecie, gdzie nikt jej nie pamięta.

Autor: V. E. Schwab
Tytuł oryginalny: The Invisible Life of Addie LaRue
Tytuł polski: Niewidzialne życie Addie LaRue
Wydawnictwo: We need YA
Data wydania: 24 lutego 2021
Moja ocena: 9/10

*pol. Zanim odejdę, na podstawie książki 7 razy dziś 
Źródła zdjęć/grafik/artów:
1/2/3/4/5


12 komentarzy :

  1. Dla fanów tego gatunku, na pewno będzie to nie lada gratka.

    OdpowiedzUsuń
  2. To książka, która zbiera wiele przeróżnych recenzji, ale mi również przypadła do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To zupełnie nie dla mnie książka, ale na pewno znajdzie wielu zwolenników :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chcę przeczytać! Mam na półce i liczę, że niedługo uda mi się po nią sięgnąć

    OdpowiedzUsuń
  5. Historia zapowiada się ciekawie, dlatego chętnie przeczytam książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie książka zainteresowała i chciałabym ją przeczytać. Mam nadzieję, że niedługo mi się to uda. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka nie w moim typie, ale ogólnie bardzo fajny zestaw, najbardziej ucieszyłabym się z kubka 😊

    OdpowiedzUsuń
  8. Zestaw w takiej cenie to świetna okazja, a co do książki, to myślę że mogłaby mnie zachwycić.

    OdpowiedzUsuń
  9. kurczę, ja przegapiłam szał na ten tytuł :P ale myślę, że będę musiała nadrobić swoje zacofanie, bo jestem ciekawa jak ja odbiorę tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A mnie wysyp informacji na jej temat jakimś cudem ominął :o Jeśli nadarzy się okazja, to przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przewinęła mi się gdzieś ta okładka, ale jakoś nigdy nie miałam na nią ochoty. Aż do teraz. Nie spodziewałam się, że główny wątek jest tak interesujący. Chętnie przeczytam - ba, nawet zapisałam sobie tytuł. :)

    OdpowiedzUsuń

Chwile rozkoszy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka